Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dla Iana ;)

 Dziś krótko i na temat.
 Po pierwsze - wróciłyśmy, żyjemy i chcemy znów w góry.
 Po drugie - Beata jest w tej chwili w trakcie podróżowania nad morze. Niektórym to dobrze... ;)
 Po trzecie - postaram się nadrobić wszelkie blogowe zaległości jak najszybciej za nas dwie!

 A po najważniejsze - dziś (tym razem sama) świętowałam kolejne urodziny Iana Gillana.
 Long live Ian!

 Placek tym razem był pół na pół - bo zgodnie z tradycją, 19 sierpnia placek u mnie być musi, ale tym razem spełniał po trochu także rolę tortu imieninowego. Mojego. Spóźnionego, z racji pobytu na wakacjach w dniu imienin. Zaprosiłam więc gości wczoraj, a toast wypiliśmy także za zdrowie i dobrą formę Iana. :)

 Nie będę zaśmiecać postu swoimi prezentami, pokażę je w następnej notce, bo jest co - samą mnie zdziwił pomysł mojej chrzestnej... ;)
 A tymczasem wracam do tego, co mnie ostatnio pochłania bez reszty...
 Włączam najnowszą płytę Purpli, siadam wygodnie w fotelu i czytam to, co w sumie i tak znam już od dawna. ;)
 Muszę chyba coś później napisać o tej książce, dać upust swoim emocjom, choć od pisania o książkach w naszym tandemie jest Żuczek... No ale Purple to moja działka, więc zobaczymy, czy choć trochę mi wyjdzie pisanie o książce, zamiast o muzyce i hafcie.

 A na koniec - dzwonek mojej komórki. :D
 I jak tu nie kochać (Iana) chłopaków...? ;)

poniedziałek, 17 września 2012

Oprawione

Zacznę od końca. To, o czym w tytule posta, będzie na deser. A na początek - książki! Będzie trochę luźnych myśli na temat. :)

Obie z Gillankiem lubimy czytać, ale ja jestem nałogowcem. ;) I mamy w większości zbieżne gusty, choć wiadomo, że gdybyśmy były takie same, to byłoby baaardzo nudno. :) Ostatnio się okazało, że Gillankowi nie spodobał się "Lesio" Chmielewskiej, a dla mnie był świetny. Ja uwielbiam dobrą fantastykę, a Laura niekoniecznie. Jest więc o czym rozmawiać. :)

Jakiś czas temu wędrowałam razem z Peterem McCarthym po Irlandii. Lubię czytać o tym kraju, podoba mi się jego kultura, muzyka, krajobraz. Chciałabym tam kiedyś zajrzeć, podejrzeć ludzi w pubach, powłóczyć się w poszukiwaniu menhirów, podziwiać zielone przestrzenie... McCarthy trochę demitologizuje Irlandię. Z jego relacji wynika, że ta dziewicza kraina ustępuje pod naporem "przemysłu dla turystów". Najgorszym chyba, co może być - w jego i moim odczuciu - jest przerabianie pubów. By turyści czuli, że to taki rzeczywiście hipertradycyjny pub. A tak naprawdę zamiast tradycji czuje się woń farby i plastiku. Ale wygląd jest przecież najważniejszy... Tylko że w takim pubie nie spotka się już mieszkańców, którzy potrafią toczyć wielogodzinne rozmowy...
To mnie najbardziej urzekło w opowieści McCarthy'ego - nie sposób w Irlandii po prostu zapytać o drogę i pójść dalej. Trzeba pogadać. O wszystkim. Wysłuchać. A dopiero pod koniec dialogu wtrącić: "A może wie pan/pani, jak dotrę do...?" i usłyszeć, że rozmówca nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest miejsce, o które pytamy. :) Autor niejeden raz spędził godziny, przegadując je przy guinessie z mieszkańcami wiosek i miasteczek. Okazuje się, że jeszcze można "tracić czas", po prostu opowiadając, słuchając... I jest dobrze.
Wiele w "Barze McCarthy'ego" spostrzeżeń dotyczących miejsc, mieszkańców, relacji Irlandczycy-inne nacje, zachowań turystów i ich czasem tragicznej wiedzy o Irlandii. Dobrze się to czyta. Dobrze i smakowicie. Chciałoby się "wrócić do Irlandii swej...". :)

Za to rozczarowały mnie ostatnio dwie książki. Co do jednej w ogóle nie wiedziałam, czego się spodziewać, wzięłam z biblioteki z uwagi na bardzo intrygujący tytuł "Fajnie być samcem!" :) Co w tym takiego fajnego? Otóż okazuje się, że niewiele poza przekonaniem, że fajnie nim być. Czasem się nudziłam, czasem uśmiechałam z politowaniem, czasem naprawdę zastanawiałam, o co chodzi? Nie wiem. Jedyne, co było w miarę ciekawe, to informacje ze świata zwierząt (autor - Dmitrij Strelnikoff - jest między innymi biologiem), oczywiście w większości skupiające się na tym, co najbardziej interesuje samca. ;) (zdjęcie okładki ze strony empik.com)

Tytuł drugiej obił mi się kiedyś o uszy, więc też ściągnęłam z półki bibliotecznej. "Nostalgia anioła" Alice Sebold. Opowieść zgwałconej i zamordowanej dziewczynki, która obserwuje świat i rodzinę z "nieba". Temat trudny, a jeszcze smutniejszy ze względu na autorkę, która w młodości przeżyła gwałt. Powinno mnie poruszyć, wstrząsnąć może. Ale albo jestem nieczuła, albo się całkiem rozmijam z autorką w jej postrzeganiu tej tragedii. Nie przemówiła do mnie taka wizja nieba, nie przemówiła w ogóle postać Ruth i postać winowajcy, a nawet samej bohaterki, przebywającej w owym wspomnianym niebie. Jedyne, co śledziłam i czego byłam ciekawa, to losy rodziców bohaterki. Moim zdaniem w ich przypadku najlepiej widać zmagania człowieka z tragedią. A czasem, jak te zmagania prowadzą do następnych tragedii lub pozwalają na wyzwolenie czegoś długo skrywanego. (zdjęcie okładki ze strony empik.com)

A w słuchawkach ciągle Roch Siemianowski czyta mi sagę o Wiedźminie. Cudo i perełka. Słucham tomu trzeciego "Chrzest ognia". Już mi smutno, że za dwa tomy się skończy. :)

No i dobrnęliśmy do tytułu. Moje oprawione babeczki!
Coś ta kanwa nie bardzo się dała naciągnąć. Chyba pójdzie do poprawki. Ale bardzo się cieszę, że udało mi się kupić kwadratową ramkę, bo o to niestety trudno w większości sklepów.
Skończyłam już dwa następne obrazki na naszej kanwie gillankowo-morsiowej. Ale pokażę, jak będę miała zdjęcia, bo na razie mój aparat wywędrował w świat. Pozwiedzać Turcję mu się zachciało. ;) 

środa, 25 lipca 2012

Książkowo: ZŁOTA FONTANNA

Muszę to zrobić, jakżeby inaczej. :) Zacznę od książki! Bo tak po prawdzie więcej czytam niż wyszywam, ale wczoraj usiadłam z robótką i coś niecoś poszło do przodu. Efekty wkrótce i to efekty nie byle czego, bo zimowego obrazka. :)

A tymczasem, jak w tytule, wyklikam co nieco o "Złotej Fontannie" hiszpańskiego pisarza Benita Péreza Galdósa. Nie sięgnęłabym do tej książki, gdyby nie moja siostra, której wypożyczyłam ją do egzaminu. Zazwyczaj przy wybieraniu książek zwracam uwagę na okładkę, kolor grzbietu, literki. A tutaj wszystko nieciekawe:

i na dodatek książka musiała przywędrować windą z piwnicznego magazynu. :) Ale zawartość... to już inna bajka.

Przede wszystkim - dla mnie - fantastyczna narracja. Taka trochę z przymrużeniem oka do czytelnika, z wtrętami, uzupełnieniami. Wszędobylski narrator, ale bez przesady. Bardzo to lubię w starych opowieściach. A o czym to opowieść?

Mamy Madryt w roku 1820, czas, w którym w Hiszpanii ścierają się dwie idee - absolutyzm i liberalizm. Bohaterowie to cała galeria postaci, począwszy od gorących zwolenników jednej lub drugiej frakcji do osób odcinających się od walki o jedynie słuszną rację. Warto wspomnieć choć o kilku najważniejszych.
Elias - bezgranicznie oddany królowi poddany, okrutnik gotów do wszystkiego, by zgnieść liberałów. Lazaro - jego siostrzeniec, pełen zapału mówca i rzecznik praw liberałów, taki w gorącej wodzie kąpany młodzieniec. Klara - wychowanica Eliasa, sierota, zamknięta i oskarżana, chyba najbardziej wzruszająca postać w powieści, choć dziś jej zachowanie pewnie wydaje się sztuczne i denerwujące. Ale dla mnie ma swój urok. Panny Porreño - przez narratora nazywane harpiami i to jest adekwatne określenie. Aż strach bierze, że autor mógł stworzyć te postaci na bazie własnych obserwacji... I strach pomyśleć, że dziś tez pod płaszczykiem miłosierdzia może kryć się tyle jadu i okrucieństwa... No i jeszcze Claudio - młody oficer, liberał, którego reakcja na sytuację z początkowych kart powieści rozpoczyna całą historię.

A historia to bardzo, bardzo wciągająca. Na początku obawiałam się, że powieść pełna będzie polityki i przez to nużąca, ale na szczęście bardzo się pomyliłam. Polityka, przemówienia, walki - są, ale nie stanowią pierwszego planu. W "Złotej Fontannie", która jest kawiarnią i miejscem spotkań liberałów, ma miejsce upadek, ale i wzlot Lazara, tam działa też Elias, przeprowadzając swoje intrygi, tam zawiązuje się spisek, którego urzeczywistnienie ma wpływ na każdego z głównych bohaterów. Na tym tle rozgrywa się historia Klary, Lazara i Claudia - każdy z bohaterów to odrębna jednostka, bardzo ciekawie przedstawiona i wiarygodna. Ich rozterki, emocje, zachowania są na tamte czasy naturalne i przeżywałam je wraz z nimi, by na końcu... Ha, tu znów narrator puszcza do nas oko. :)

Jako że to powieść z pogranicza realizmu i naturalizmu nie mogło zabraknąć też opisów Madrytu, jego uliczek, zaułków, a galeria postaci, które Klara spotyka podczas swojej nocnej wędrówki, sprawia, że cieszę się, iż żyję i mieszkam tu i teraz. Chociaż pewnie i dziś znalazłoby się takie miejsca i takich ludzi...

Ciekawa jestem, ile jest takich książek, zepchniętych gdzieś do piwnic, których uroku nikt już nie odkrywa. Kiedyś kiedyś kupiłam sobie tom "1001 książek, które musisz przeczytać" i chociaż tytuł brzmi trochę pretensjonalnie, to między innymi właśnie tam są pozycje, po które chętnie jeszcze sięgnę. Szkoda, że niektórych trzeba szukać już ze świecą.