niedziela, 5 maja 2013

Zapraszamy na zapiekanki!

Witajcie w starym miejscu w nowej odsłonie - mamy nadzieję, że się Wam spodoba. :) Rysunek oczywiście autorstwa Gillanka. Tak wyglądamy, gdy mamy czas wolny i możemy się skupić na tym, co kochamy - Laura na muzyce i swoim koniu-ufoku (hehe), a ja na książkach i podżeraniu jabłek. :) No i oczywiście kawka i jakiś wypiek. Całe my i nasza "wysiedziana" kanapa. :)

A że tę zmianę traktujemy jako miniremont, to zapraszamy na miniparapetówkę. :) Dziś w menu zapiekanki! Moje i Laury wspomnienia z dzieciństwa nierozerwalnie wiążą się z budkami, w których bagietki z pieczarkami były żelazną pozycją. Dla mnie były też "nielegalnym" drugim śniadaniem, gdy udało mi się w przerwie wybiec ze szkoły, zamówić, zjeść i pędem wrócić, żeby zdążyć na następną lekcję. :) A gdy wyjechałam na studia do Poznania, poznałam kultowe miejsce, czyli Stajenkę Pegaza niedaleko Teatru Wielkiego, której niestety już nie ma. Tam to dopiero były zapiekanki... Ogromne, nawet więcej niż półmetrowe, niezastąpione, gdy wracało się z nocnych szaleństw z dopominającym się o swoje żołądkiem. To były czasy... ;)

Zapragnęłyśmy je sobie przypomnieć. A pomógł nam w tym bezkonkurencyjny Piotruś i jego przepis. My też kochamy gotować. :) Zerknijcie też na inne jego filmy - warto, chociażby dla samej pasji, z jaką działa w kuchni: tutaj zapiekanki z pieczarkami.

A w naszym wykonaniu wyglądają tak:
Pyyyyyyyszne!!!
Dokładnie takie, jak w dzieciństwie. Nawet pieprzu dałyśmy więcej niż być powinno, ale przecież często w tych naszych budkach było bardzo pikantnie. Ja chcę więcej! :) A Wy?

piątek, 26 kwietnia 2013

O zapomnianym koniu, który zabijał czas...

 To już dziś! Premiera najnowszego albumu Deep Purple nadeszła szybciej, niż się spodziewałam. Na szczęście! I choć podobno w Polsce oficjalnie płytę będzie można kupić dopiero od poniedziałku, ja już swój egzemplarz mam! :)
 Może się nawet pokuszę o jakąś recenzję z tej okazji... ;)
 A czekając niecierpliwie musiałam czymś zająć ręce, bo już od początku kwietnia byłam niesamowicie podekscytowana. Żuczek mnie odganiała od komputera, bo siedziałabym tylko na oficjalnych stronach  i szukała najświeższych doniesień z Purpurowego Obozu.
 Rany, jaka ja jestem nudna...!

 Przeprosiłam się więc z moim osobistym ufokiem, który leżał od 2 lat w kącie i czasem wołał: jak zaczęłaś, to skończ z łaski swojej!
 Aż mi się wstyd zrobiło, jak odgrzebałam w czeluściach Internetu notkę z ilustrującym moje postępy z haftowaniem karuzelowego konika...
http://zuczekgillanek.blox.pl/2011/09/Miszmasz-imieninowy.html
 Zabrałam się do pracy, pomachałam igłą i coś się ruszyło.
 I jak się rozkręciłam, to zaczęło mnie wciągać! Machałam więc w każdej wolnej chwili (w sensie pomiędzy sprawdzaniem co tam u Purpli słychać) i zadawałam sobie samej pytanie, dlaczego ten biedny koń leżał porzucony tak długo? Przecież świetnie się go haftuje i sam w sobie ładny jest! ;)
  W ciągu trzech tygodni nadrobiłam przynajmniej rok, ale przyznać muszę, że najgorsze dopiero przede mną - na górze obrazka będą bowiem takie same kwiatki, jak na dole, a te dają nieźle popalić. Dużo ich jest, małe są i kolorów tam mnóstwo... Ale efekt wynagradza wszystko. Nawet haftowanie jednego obrazka 4 lata... ;)

piątek, 5 kwietnia 2013

All the time in the world

 Jeszcze 20 dni...
 Po 8 latach czekania na nowy album te 20 dni to jak wieczność, która wlecze się niemiłosiernie...
 Przedsmak w postaci singla wywołał niemałe poruszenie wśród fanów Deep Purple. Ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników. ;)
Ja zaliczam się do tych pierwszych. Zdecydowanie!



poniedziałek, 18 lutego 2013

Proszę państwa, oto żuczek...

... że tak zacznę dziś, parafrazując wierszyk Brzechwy. Pamiętacie? :) Kiedyś umiałam na pamięć wszystkie te zoologiczne rymowanki, ale teraz pamiętam tylko tę o misiu, dziku i małpie. Hehe, ale mój dzisiejszy żuczek ani nie ma kłów, ani nie jest dziki, ani nie figluje po małpiemu, a rączkę poda chętnie, tylko najpierw przełoży do lewej balonik:
Jeszcze przez chwil parę będzie stał samotnie, ale już wie, że niedługo przydrepta do niego przyjaciel. I już się na powitanie uśmiecha. :)
A do mnie dzięki panu pocztowemu przywędrowała ostatnio karteczka. Bardzo trafnie, bo dokładnie 14 lutego. Dzień dla mnie jak co dzień, ale przecież narzekać nie będę, jeśli coś takiego mi się właśnie wtedy trafia:
Wykonawcy dziękuję! :* Karteczka stoi na stole tuż przy chabrowej ramce na zdjęcia. Pisałam już, że uwielbiam chabry? ;););)

I buziaki szczególne od nas dwóch dla Tiny - wiesz, że wiernie do Ciebie zaglądamy. A że Ty taki pracuś jesteś, że ja ledwo nadążam z czytaniem Twych notek, to może kiedyś, kiedyś uda mi się pisać Ci komentarze w czasie rzeczywistym! :D

środa, 6 lutego 2013

Biało, bielutko

A tak, na przekór. Jeszcze niedawno było pięknie. Wszędzie śnieg, śnieg, śnieg, a nocami jak cudnie padał... Albo siedziałyśmy z Gillankiem z kubkami przy oknie, albo... No właśnie. Albo to:
Wałęsałyśmy się wieczorem po osiedlu i ozdabiałyśmy duże płachty białego płótna naszymi twórczościami. Albo szukałyśmy nietypowych choinek:
A jak chciałyśmy się rozgrzać, to zamieniałyśmy się w małe dzieci. Na dole ja próbuję rozgryźć, jak się bawić na takim urządzeniu:
Chyba je nawet trochę rozruszałam.I siebie przy okazji też. ;)

Ale jak już jestem w domu, to nie mogę oderwać wzroku od prezentu świątecznego od Gillanka. Nie wiem, czy już tu pisałam, ale uwielbiam chabry. Kojarzą mi się z najlepszymi chwilami dzieciństwa na wsi, u mojej ukochanej babci. I niezapomnianym kolorem wina chabrowego - kto widział, ten wie, do czego ono potrafi być baaardzo podobne. :)
Po takich prezentach widać, że są od przyjaciół:
I jeszcze chustecznik! Mój nos jest Ci dozgonnie wdzięczny, Gillankuś! :)

Ale, ale. Ostatnio pisałam, że zaczęłyśmy nowy obrazek SODY. I tak jest, jeden schemacik już gotowy, teraz kolej na mnie, a zdradzę na razie tylko tyle, że temat tym razem mniej kuchenny, a bardziej ogrodniczy. Ale o tym następnym razem. Bo kiedy kanwa z naszą rr-ową SODĄ była u Gillanka, ja skubałam sobie taki mały obrazek, którego co prawda nadal mało, ale będzie więcej, bo wyszywa się szybciutko, a temat wdzięczny. :)
Ciekawe, czy ktoś się już gdzieś kiedyś na niego natknął. :)