niedziela, 2 marca 2014

Powroty urodzinowe

 Nasz blog kończy dziś 4 lata! :)
 Z tej okazji postanowiłyśmy, że mimo napiętego życia prywatnego, przełamując przeciwności losu, powrócimy do pisania naszego wspólnego, internetowego pamiętnika.
 Zaczynałyśmy jeszcze w zupełnie innym miejscu (http://zuczekgillanek.blox.pl), ale przyznać musimy, że pisanie we dwie dawało nam dużo radości, śmiechu i pozostawiło wiele miłych wspomnień, utrwalonych na zdjęciach i w opisach pod nimi. Wiele prac udało nam się skończyć, dużo z nich poszło w świat, jako prezenty dla naszych bliskich i nie tylko. W końcu - docierałyśmy się w naszej przyjaźni, nie zawsze słodkiej i bezproblemowej, wszak jesteśmy z Żuczkiem zupełnie różne... Ale zgodnie twierdzimy - pół roku absencji uświadomiło nam, że czegoś brakuje, nawet, jeśli nie ma za dużo czasu na pisanie, haftowanie, własne życie...
 Dlatego też, życząc sobie kolejnych lat w blogowym świecie, dużo chęci i jeszcze więcej prób realizacji ich w tym miejscu, pozwolę sobie zamieścić parę zdjęć, które zrobiłam w czasie, gdy nie było nas tutaj...


Z pozdrowieniami - Gillanek & morsia :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dla Iana ;)

 Dziś krótko i na temat.
 Po pierwsze - wróciłyśmy, żyjemy i chcemy znów w góry.
 Po drugie - Beata jest w tej chwili w trakcie podróżowania nad morze. Niektórym to dobrze... ;)
 Po trzecie - postaram się nadrobić wszelkie blogowe zaległości jak najszybciej za nas dwie!

 A po najważniejsze - dziś (tym razem sama) świętowałam kolejne urodziny Iana Gillana.
 Long live Ian!

 Placek tym razem był pół na pół - bo zgodnie z tradycją, 19 sierpnia placek u mnie być musi, ale tym razem spełniał po trochu także rolę tortu imieninowego. Mojego. Spóźnionego, z racji pobytu na wakacjach w dniu imienin. Zaprosiłam więc gości wczoraj, a toast wypiliśmy także za zdrowie i dobrą formę Iana. :)

 Nie będę zaśmiecać postu swoimi prezentami, pokażę je w następnej notce, bo jest co - samą mnie zdziwił pomysł mojej chrzestnej... ;)
 A tymczasem wracam do tego, co mnie ostatnio pochłania bez reszty...
 Włączam najnowszą płytę Purpli, siadam wygodnie w fotelu i czytam to, co w sumie i tak znam już od dawna. ;)
 Muszę chyba coś później napisać o tej książce, dać upust swoim emocjom, choć od pisania o książkach w naszym tandemie jest Żuczek... No ale Purple to moja działka, więc zobaczymy, czy choć trochę mi wyjdzie pisanie o książce, zamiast o muzyce i hafcie.

 A na koniec - dzwonek mojej komórki. :D
 I jak tu nie kochać (Iana) chłopaków...? ;)

poniedziałek, 29 lipca 2013

Urlop!

Jak obiecałam, tak jestem. :) Pełna emocji, bo już jutro koncert, a potem tatrzańskie szlaki, czyli wymarzony, wyczekany, wytęskniony urlop... Gillanek nie wierzyła, że wyłączę telefon firmowy. Wyłączyłam. Nie ma mnie. Dwa tygodnie tylko dla mnie. Świat się nie zawali, gdy ktoś inny chwilę będzie liczył na siebie, zamiast wciąż na mnie. ;)

Ale zanim znikniemy w tłumie zmierzającym na Giewont pokażę Wam dwie nowości. O jednej już napisała Kasia - dziękuję za miłe słowa! :) Powędrowała do niej książka razem z małymi łakociami i jabłuszkową zawieszką. A wszystko w ramach wędrującej książki, którą to zabawę wymyśliła i zorganizowała Tina - jeszcze raz dziękuję. :)


Wzorek na zawieszkę miałam dzięki Agusi - bardzo, bardzo mi się spodobała, gdy ją u niej zobaczyłam. Cieszę się, że wreszcie udało mi się ją wyhaftować. Gdy trzeba coś dla kogoś wykonać - to chyba największa motywacja. ;)

A oprócz jabłuszek wreszcie udało mi się skończyć kolejną część naszego gillankowo-morsiowego rr FLOWER GARDEN. Różyczka jest Gillanka, a moje trzy obrazki i napis. Teraz przed Laurą wyzwanie i wyhaftowanie ogromnego wazonu pod napisem. Niech się męczy, hihi. ;)


 Wczoraj i dziś planowałyśmy trasy w górach, a jutro będziemy szaleć na koncercie Deep Purple! Mam nadzieję, że to będzie taki wyjazd, który potem się wspomina miesiącami. :) A jeśli ktoś się również wybiera w Tatry - do zobaczenia na szlaku! :)

środa, 3 lipca 2013

Książka i owoce - cała ja :)

Jakiś czas temu zapisałam się u Justynki do zabawy z wędrującą książką. Książka wędruje nie tylko między uczestniczkami, ale i ze mną w plecaku. :) Ostatnio rzadko czytam w domu, bo ciągle jeżdżę, więc to naprawdę wędrujący egzemplarz.
Chociaż trochę żałuję, bo Basia przysyłając mi paczuszkę, napisała ładnie, bym zaparzyła herbatkę od niej i czytała, a tu na razie nici z takiej przyjemności. Ale herbatkę spróbowałam. Jest przepyszna - dziękuję! No i poza herbatką dostałam piękne niespodzianki:


Za które też bardzo dziękuję, trafione idealnie. :) Książka - "Pani mecenas ucieka" - dorobiła się ładnej sówkowej okładki. Bardzo mi się ten papier spodobał. :)

Tak w ogóle książka już przeczytana - szybciutko, ale miło. Historia zgrabna, choć dla mnie momentami nie do końca wiarygodna, ale co tam. Czytadełka są po to, żeby się odprężyć, więc swą rolę spełniła. Umiliła mi czas przejazdów, a to najważniejsze. :) Jeszcze pomyślę nad umilaczem do książki dla kolejnej osóbki i wyślę.

No a teraz odkrywczo napiszę, że mamy lato. ;) Czekam z utęsknieniem na urlop, bo wakacje to najgorętszy (dosłownie i w przenośni...) czas w mojej pracy. Co zresztą widać na blogu... Postępy moich robótek: 0,01%. :) Ale wracając do lata - kocham je między innymi za to:




Poziomki to ukochane owoce Gillanka, tu w wersji najlepszej z możliwych, czyli ze świeżo ubitą śmietanką. A ja uwielbiam wziąć ze sobą ogromną michę z owocami, rozsiąść się na kanapie i czytać, pałaszując. Najlepiej już takie bez pestek, szypułek i innych przeszkadzajek. :)

Czasami jeszcze zdążę coś upichcić. W tak zwanym międzyczasie. :) Jakiś czas temu zapiekankę z porów:


Przepisu już nie pamiętam, ale najpewniej z sieci - najszybsze źródło, gdy trzeba znaleźć przepis na coś, co mi już za długo leży w lodówce. :)

I muszę się pochwalić - 30 lipca jedziemy, jedziemy, jedziemy... na koncert Deep Purple do Wrocławia! :) Na pewno coś się tu pojawi, jak już ochłoniemy z wrażeń. :) Ale zanim wyjedziemy, jeszcze się tu pojawimy. :)

niedziela, 5 maja 2013

Zapraszamy na zapiekanki!

Witajcie w starym miejscu w nowej odsłonie - mamy nadzieję, że się Wam spodoba. :) Rysunek oczywiście autorstwa Gillanka. Tak wyglądamy, gdy mamy czas wolny i możemy się skupić na tym, co kochamy - Laura na muzyce i swoim koniu-ufoku (hehe), a ja na książkach i podżeraniu jabłek. :) No i oczywiście kawka i jakiś wypiek. Całe my i nasza "wysiedziana" kanapa. :)

A że tę zmianę traktujemy jako miniremont, to zapraszamy na miniparapetówkę. :) Dziś w menu zapiekanki! Moje i Laury wspomnienia z dzieciństwa nierozerwalnie wiążą się z budkami, w których bagietki z pieczarkami były żelazną pozycją. Dla mnie były też "nielegalnym" drugim śniadaniem, gdy udało mi się w przerwie wybiec ze szkoły, zamówić, zjeść i pędem wrócić, żeby zdążyć na następną lekcję. :) A gdy wyjechałam na studia do Poznania, poznałam kultowe miejsce, czyli Stajenkę Pegaza niedaleko Teatru Wielkiego, której niestety już nie ma. Tam to dopiero były zapiekanki... Ogromne, nawet więcej niż półmetrowe, niezastąpione, gdy wracało się z nocnych szaleństw z dopominającym się o swoje żołądkiem. To były czasy... ;)

Zapragnęłyśmy je sobie przypomnieć. A pomógł nam w tym bezkonkurencyjny Piotruś i jego przepis. My też kochamy gotować. :) Zerknijcie też na inne jego filmy - warto, chociażby dla samej pasji, z jaką działa w kuchni: tutaj zapiekanki z pieczarkami.

A w naszym wykonaniu wyglądają tak:
Pyyyyyyyszne!!!
Dokładnie takie, jak w dzieciństwie. Nawet pieprzu dałyśmy więcej niż być powinno, ale przecież często w tych naszych budkach było bardzo pikantnie. Ja chcę więcej! :) A Wy?