Myślę, że to łatwe zadanie. ;) Mój to ten po lewej - nawet nie dlatego, że Beata Pawlikowska to moja imienniczka i bardzo ją lubię (bo wcale nie tak bardzo :)), ale dlatego, że bardzo podoba mi się format kalendarza, jego lekkość, kolory i krótkie wskazówki na każdy dzień, z którymi się w większości zgadzam. Trochę mi jednak zgrzyta zdjęcie autorki na froncie, no ale skoro już jest, to co zrobić. Może coś na nie nakleję. ;)
Gillanek pozostała wierna Zrelaksowanemu Misiowi, tym razem w wersji dla bartnika. ;) Choć to ja z naszej dwójki bardziej kocham miód. Ale miś to w końcu miś i miód lubi, choć nie wiem, czy akurat Rilakkuma ma bardzo mały rozumek. :) Za to kalendarz jest baaaardzo słodki, a każdy miesiąc ma inne tło - truskawkowe, ciasteczkowe... Tylko się relaksować samym patrzeniem. :)
A teraz wielki finał - po iluś miesiącach mamy ukończony swój własny, 2-osobowy obrazek rr-owy! Motywowałyśmy się nawzajem i efekt można już podziwiać, choć na razie bez ramki, bo szukamy odpowiedniej. Musi pasować do kuchni, która na razie jest w stanie wołającym o remont. Ale to dopiero wiosną. Latem - mam nadzieję - "Tea time" zawiśnie na ścianie. :)
