Jak obiecałam, tak jestem. :) Pełna emocji, bo już jutro koncert, a potem tatrzańskie szlaki, czyli wymarzony, wyczekany, wytęskniony urlop... Gillanek nie wierzyła, że wyłączę telefon firmowy. Wyłączyłam. Nie ma mnie. Dwa tygodnie tylko dla mnie. Świat się nie zawali, gdy ktoś inny chwilę będzie liczył na siebie, zamiast wciąż na mnie. ;)
Ale zanim znikniemy w tłumie zmierzającym na Giewont pokażę Wam dwie nowości. O jednej już napisała Kasia - dziękuję za miłe słowa! :) Powędrowała do niej książka razem z małymi łakociami i jabłuszkową zawieszką. A wszystko w ramach wędrującej książki, którą to zabawę wymyśliła i zorganizowała Tina - jeszcze raz dziękuję. :)
Wzorek na zawieszkę miałam dzięki Agusi - bardzo, bardzo mi się spodobała, gdy ją u niej zobaczyłam. Cieszę się, że wreszcie udało mi się ją wyhaftować. Gdy trzeba coś dla kogoś wykonać - to chyba największa motywacja. ;)
A oprócz jabłuszek wreszcie udało mi się skończyć kolejną część naszego gillankowo-morsiowego rr FLOWER GARDEN. Różyczka jest Gillanka, a moje trzy obrazki i napis. Teraz przed Laurą wyzwanie i wyhaftowanie ogromnego wazonu pod napisem. Niech się męczy, hihi. ;)
Wczoraj i dziś planowałyśmy trasy w górach, a jutro będziemy szaleć na koncercie Deep Purple! Mam nadzieję, że to będzie taki wyjazd, który potem się wspomina miesiącami. :) A jeśli ktoś się również wybiera w Tatry - do zobaczenia na szlaku! :)
poniedziałek, 29 lipca 2013
środa, 3 lipca 2013
Książka i owoce - cała ja :)
Jakiś czas temu zapisałam się u Justynki do zabawy z wędrującą książką. Książka wędruje nie tylko między uczestniczkami, ale i ze mną w plecaku. :) Ostatnio rzadko czytam w domu, bo ciągle jeżdżę, więc to naprawdę wędrujący egzemplarz.
Chociaż trochę żałuję, bo Basia przysyłając mi paczuszkę, napisała ładnie, bym zaparzyła herbatkę od niej i czytała, a tu na razie nici z takiej przyjemności. Ale herbatkę spróbowałam. Jest przepyszna - dziękuję! No i poza herbatką dostałam piękne niespodzianki:
Za które też bardzo dziękuję, trafione idealnie. :) Książka - "Pani mecenas ucieka" - dorobiła się ładnej sówkowej okładki. Bardzo mi się ten papier spodobał. :)
Tak w ogóle książka już przeczytana - szybciutko, ale miło. Historia zgrabna, choć dla mnie momentami nie do końca wiarygodna, ale co tam. Czytadełka są po to, żeby się odprężyć, więc swą rolę spełniła. Umiliła mi czas przejazdów, a to najważniejsze. :) Jeszcze pomyślę nad umilaczem do książki dla kolejnej osóbki i wyślę.
No a teraz odkrywczo napiszę, że mamy lato. ;) Czekam z utęsknieniem na urlop, bo wakacje to najgorętszy (dosłownie i w przenośni...) czas w mojej pracy. Co zresztą widać na blogu... Postępy moich robótek: 0,01%. :) Ale wracając do lata - kocham je między innymi za to:
Poziomki to ukochane owoce Gillanka, tu w wersji najlepszej z możliwych, czyli ze świeżo ubitą śmietanką. A ja uwielbiam wziąć ze sobą ogromną michę z owocami, rozsiąść się na kanapie i czytać, pałaszując. Najlepiej już takie bez pestek, szypułek i innych przeszkadzajek. :)
Czasami jeszcze zdążę coś upichcić. W tak zwanym międzyczasie. :) Jakiś czas temu zapiekankę z porów:
Przepisu już nie pamiętam, ale najpewniej z sieci - najszybsze źródło, gdy trzeba znaleźć przepis na coś, co mi już za długo leży w lodówce. :)
I muszę się pochwalić - 30 lipca jedziemy, jedziemy, jedziemy... na koncert Deep Purple do Wrocławia! :) Na pewno coś się tu pojawi, jak już ochłoniemy z wrażeń. :) Ale zanim wyjedziemy, jeszcze się tu pojawimy. :)
Chociaż trochę żałuję, bo Basia przysyłając mi paczuszkę, napisała ładnie, bym zaparzyła herbatkę od niej i czytała, a tu na razie nici z takiej przyjemności. Ale herbatkę spróbowałam. Jest przepyszna - dziękuję! No i poza herbatką dostałam piękne niespodzianki:
Za które też bardzo dziękuję, trafione idealnie. :) Książka - "Pani mecenas ucieka" - dorobiła się ładnej sówkowej okładki. Bardzo mi się ten papier spodobał. :)
Tak w ogóle książka już przeczytana - szybciutko, ale miło. Historia zgrabna, choć dla mnie momentami nie do końca wiarygodna, ale co tam. Czytadełka są po to, żeby się odprężyć, więc swą rolę spełniła. Umiliła mi czas przejazdów, a to najważniejsze. :) Jeszcze pomyślę nad umilaczem do książki dla kolejnej osóbki i wyślę.
No a teraz odkrywczo napiszę, że mamy lato. ;) Czekam z utęsknieniem na urlop, bo wakacje to najgorętszy (dosłownie i w przenośni...) czas w mojej pracy. Co zresztą widać na blogu... Postępy moich robótek: 0,01%. :) Ale wracając do lata - kocham je między innymi za to:
Poziomki to ukochane owoce Gillanka, tu w wersji najlepszej z możliwych, czyli ze świeżo ubitą śmietanką. A ja uwielbiam wziąć ze sobą ogromną michę z owocami, rozsiąść się na kanapie i czytać, pałaszując. Najlepiej już takie bez pestek, szypułek i innych przeszkadzajek. :)
Czasami jeszcze zdążę coś upichcić. W tak zwanym międzyczasie. :) Jakiś czas temu zapiekankę z porów:
Przepisu już nie pamiętam, ale najpewniej z sieci - najszybsze źródło, gdy trzeba znaleźć przepis na coś, co mi już za długo leży w lodówce. :)
I muszę się pochwalić - 30 lipca jedziemy, jedziemy, jedziemy... na koncert Deep Purple do Wrocławia! :) Na pewno coś się tu pojawi, jak już ochłoniemy z wrażeń. :) Ale zanim wyjedziemy, jeszcze się tu pojawimy. :)
niedziela, 5 maja 2013
Zapraszamy na zapiekanki!
Witajcie w starym miejscu w nowej odsłonie - mamy nadzieję, że się Wam spodoba. :) Rysunek oczywiście autorstwa Gillanka. Tak wyglądamy, gdy mamy czas wolny i możemy się skupić na tym, co kochamy - Laura na muzyce i swoim koniu-ufoku (hehe), a ja na książkach i podżeraniu jabłek. :) No i oczywiście kawka i jakiś wypiek. Całe my i nasza "wysiedziana" kanapa. :)
A że tę zmianę traktujemy jako miniremont, to zapraszamy na miniparapetówkę. :) Dziś w menu zapiekanki! Moje i Laury wspomnienia z dzieciństwa nierozerwalnie wiążą się z budkami, w których bagietki z pieczarkami były żelazną pozycją. Dla mnie były też "nielegalnym" drugim śniadaniem, gdy udało mi się w przerwie wybiec ze szkoły, zamówić, zjeść i pędem wrócić, żeby zdążyć na następną lekcję. :) A gdy wyjechałam na studia do Poznania, poznałam kultowe miejsce, czyli Stajenkę Pegaza niedaleko Teatru Wielkiego, której niestety już nie ma. Tam to dopiero były zapiekanki... Ogromne, nawet więcej niż półmetrowe, niezastąpione, gdy wracało się z nocnych szaleństw z dopominającym się o swoje żołądkiem. To były czasy... ;)
Zapragnęłyśmy je sobie przypomnieć. A pomógł nam w tym bezkonkurencyjny Piotruś i jego przepis. My też kochamy gotować. :) Zerknijcie też na inne jego filmy - warto, chociażby dla samej pasji, z jaką działa w kuchni: tutaj zapiekanki z pieczarkami.
A w naszym wykonaniu wyglądają tak:
Pyyyyyyyszne!!!
Dokładnie takie, jak w dzieciństwie. Nawet pieprzu dałyśmy więcej niż być powinno, ale przecież często w tych naszych budkach było bardzo pikantnie. Ja chcę więcej! :) A Wy?
A że tę zmianę traktujemy jako miniremont, to zapraszamy na miniparapetówkę. :) Dziś w menu zapiekanki! Moje i Laury wspomnienia z dzieciństwa nierozerwalnie wiążą się z budkami, w których bagietki z pieczarkami były żelazną pozycją. Dla mnie były też "nielegalnym" drugim śniadaniem, gdy udało mi się w przerwie wybiec ze szkoły, zamówić, zjeść i pędem wrócić, żeby zdążyć na następną lekcję. :) A gdy wyjechałam na studia do Poznania, poznałam kultowe miejsce, czyli Stajenkę Pegaza niedaleko Teatru Wielkiego, której niestety już nie ma. Tam to dopiero były zapiekanki... Ogromne, nawet więcej niż półmetrowe, niezastąpione, gdy wracało się z nocnych szaleństw z dopominającym się o swoje żołądkiem. To były czasy... ;)
Zapragnęłyśmy je sobie przypomnieć. A pomógł nam w tym bezkonkurencyjny Piotruś i jego przepis. My też kochamy gotować. :) Zerknijcie też na inne jego filmy - warto, chociażby dla samej pasji, z jaką działa w kuchni: tutaj zapiekanki z pieczarkami.
A w naszym wykonaniu wyglądają tak:
Pyyyyyyyszne!!!
Dokładnie takie, jak w dzieciństwie. Nawet pieprzu dałyśmy więcej niż być powinno, ale przecież często w tych naszych budkach było bardzo pikantnie. Ja chcę więcej! :) A Wy?
piątek, 26 kwietnia 2013
O zapomnianym koniu, który zabijał czas...
To już dziś! Premiera najnowszego albumu Deep Purple nadeszła szybciej, niż się spodziewałam. Na szczęście! I choć podobno w Polsce oficjalnie płytę będzie można kupić dopiero od poniedziałku, ja już swój egzemplarz mam! :)
Może się nawet pokuszę o jakąś recenzję z tej okazji... ;)
A czekając niecierpliwie musiałam czymś zająć ręce, bo już od początku kwietnia byłam niesamowicie podekscytowana. Żuczek mnie odganiała od komputera, bo siedziałabym tylko na oficjalnych stronach i szukała najświeższych doniesień z Purpurowego Obozu.
Rany, jaka ja jestem nudna...!
Przeprosiłam się więc z moim osobistym ufokiem, który leżał od 2 lat w kącie i czasem wołał: jak zaczęłaś, to skończ z łaski swojej!
Aż mi się wstyd zrobiło, jak odgrzebałam w czeluściach Internetu notkę z ilustrującym moje postępy z haftowaniem karuzelowego konika...
http://zuczekgillanek.blox.pl/2011/09/Miszmasz-imieninowy.html
Zabrałam się do pracy, pomachałam igłą i coś się ruszyło.
I jak się rozkręciłam, to zaczęło mnie wciągać! Machałam więc w każdej wolnej chwili (w sensie pomiędzy sprawdzaniem co tam u Purpli słychać) i zadawałam sobie samej pytanie, dlaczego ten biedny koń leżał porzucony tak długo? Przecież świetnie się go haftuje i sam w sobie ładny jest! ;)
W ciągu trzech tygodni nadrobiłam przynajmniej rok, ale przyznać muszę, że najgorsze dopiero przede mną - na górze obrazka będą bowiem takie same kwiatki, jak na dole, a te dają nieźle popalić. Dużo ich jest, małe są i kolorów tam mnóstwo... Ale efekt wynagradza wszystko. Nawet haftowanie jednego obrazka 4 lata... ;)
Może się nawet pokuszę o jakąś recenzję z tej okazji... ;)
A czekając niecierpliwie musiałam czymś zająć ręce, bo już od początku kwietnia byłam niesamowicie podekscytowana. Żuczek mnie odganiała od komputera, bo siedziałabym tylko na oficjalnych stronach i szukała najświeższych doniesień z Purpurowego Obozu.
Rany, jaka ja jestem nudna...!
Przeprosiłam się więc z moim osobistym ufokiem, który leżał od 2 lat w kącie i czasem wołał: jak zaczęłaś, to skończ z łaski swojej!
Aż mi się wstyd zrobiło, jak odgrzebałam w czeluściach Internetu notkę z ilustrującym moje postępy z haftowaniem karuzelowego konika...
http://zuczekgillanek.blox.pl/2011/09/Miszmasz-imieninowy.html
Zabrałam się do pracy, pomachałam igłą i coś się ruszyło.
I jak się rozkręciłam, to zaczęło mnie wciągać! Machałam więc w każdej wolnej chwili (w sensie pomiędzy sprawdzaniem co tam u Purpli słychać) i zadawałam sobie samej pytanie, dlaczego ten biedny koń leżał porzucony tak długo? Przecież świetnie się go haftuje i sam w sobie ładny jest! ;)
W ciągu trzech tygodni nadrobiłam przynajmniej rok, ale przyznać muszę, że najgorsze dopiero przede mną - na górze obrazka będą bowiem takie same kwiatki, jak na dole, a te dają nieźle popalić. Dużo ich jest, małe są i kolorów tam mnóstwo... Ale efekt wynagradza wszystko. Nawet haftowanie jednego obrazka 4 lata... ;)
piątek, 5 kwietnia 2013
All the time in the world
Jeszcze 20 dni...
Po 8 latach czekania na nowy album te 20 dni to jak wieczność, która wlecze się niemiłosiernie...
Przedsmak w postaci singla wywołał niemałe poruszenie wśród fanów Deep Purple. Ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników. ;)
Ja zaliczam się do tych pierwszych. Zdecydowanie!
Po 8 latach czekania na nowy album te 20 dni to jak wieczność, która wlecze się niemiłosiernie...
Przedsmak w postaci singla wywołał niemałe poruszenie wśród fanów Deep Purple. Ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników. ;)
Ja zaliczam się do tych pierwszych. Zdecydowanie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


